O mnie

Jestem szczęściarą. Tak, to dobre określenie ;). Mam na imię Kasia, nie lubię jak ktoś mówi do mnie Kaśka. Jestem żoną świetnego faceta i mamą dwóch wiecznie łobuzujących, przekochanych paszczorków: Julki i Natki.

Skończyłam dietetykę, zdrowie publiczne, dziennikarstwo i prawo… Trochę tego jest, ale jak mówią wielkie umysły: co cię nie zabije to cię wzmocni (śmiech).

Zawodowo zajmuje się tym, co sprawia mi największą frajdę – piszę. Zaczynałam od SHAPE, później było COSMOPOLITAN, a teraz… pora działać dla siebie.

Jakiś czas temu zaprzyjaźniłam się z bieganiem – choć początki „tej znajomości” nie należały do usłanych różami.

Lubię tiramisu, caffe latte, wytrawne wino,  pizzę z tabasco. Mogę godzinami leżeć na plaży w Helu i przesypywać piach w dłoniach. A i byłabym zapomniała: rzucanie się z falami to mój ulubiony „sport”, wspomnienie z dzieciństwa – tak, tak, do dzisiaj to obowiązkowy punkt każdych wakacji.

Miewam gorsze dni, głównie wynikają z tego, że za dużo rozmyślam nad… wszystkim. Często się wzruszam, jak bóbr płakałam, kiedy IronMan umierał w Avengers: End Game.

Na całe szczęście wiem, co mi pomaga i przywraca uśmiech – aplikowane w każdej ilości, wszystkie sezony Seksu w Wielkim Mieście.